Kolejny wyłączony z PZD ogród do likwidacji

ROD Budowlanka w Zesławicach w Google Map, widok satelitarny

Kolejny wyłączony ogród działkowy ma ogromne problemy. Tym razem chodzi o ROD „Budowlanka” z krakowskich Zesławic. W ciągu najbliższych miesięcy ten malowniczo położony w dolinie rzeki Dłubni i tuż obok zalewu w Zesławicach ogród może zostać praktycznie zrównany z ziemią. Powód? Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad prowadzi przez ten teren drogę ekspresową S7. Zlikwidowanych może zostać nawet ponad 100 działek. Działkowcy muszą walczyć o swój ogród i odszkodowania zupełnie sami.

Działkowcy są przerażeni i zdesperowani. Mówią, że zrobią wszystko, by uratować ogród przed całkowitą dewastacją i degradacją. Ogród istnieje w tym miejscu od ponad 35 lat i liczy w sumie 152 działki, dlatego biegnąca przez ogród ekspresówka, która ma zabrać ok. 100 działek oznacza w praktyce koniec istnienia tego ogrodu.

Działkowcy powołali Komitet Ochrony ROD, który przygotował oficjalny protest. Podpisało się pod nim kilkaset osób, jednak brakuje silnego partnera, który w sytuacjach takich jak ta, walczy o prawa działkowców i ocalenie ogrodu. PZD od lat w dziesiątkach podobnych spraw broni interesów działkowców. Silny partner jest w tym wypadku niezaprzeczalnym atutem, dzięki czemu w wielu takich sytuacjach związkowym działaczom udało się doprowadzić do korzystnego dla wszystkich porozumienia, co niewykonalne jest dla grupki działkowców, np. zmiana wariantu przebiegu trasy, przekazanie terenu pod ogród zastępczy czy też odszkodowania za zniszczone mienie i infrastrukturę.

Niestety, ogród korzystając z ustawy o ROD z 13 grudnia 2013 r. wyłączył się ze Związku i musi działać na własną rękę. Działkowcy muszą więc walczyć sami. Wysłali w tej sprawie List otwarty do Ministerstwa Infrastruktury, wojewody małopolskiego, Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, a nawet prezydenta RP Andrzeja Dudy. Bez rezultatów. Główny przebieg trasy ekspresowej S7 został już ustalony, a GDDKiA określiła jej przebieg w decyzji środowiskowej w 2016 roku. Decyzja ta była wcześniej konsultowana z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska. To oznacza, że likwidacja ogrodu pozostaje tak naprawdę już tylko kwestią czasu. Pod młotek trafi 51 działek po jednej stronie rzeki Dłubni, która przecina ogród (zostanie zaledwie 25 działek), zaś po drugiej stronie rzeki z ponad stu zostanie tylko 30.

Działkowcy chcą zatem walczyć o to, by inwestor zabrał jak najmniej, bowiem jeśli nie będzie przekopywał rzeki to istnieje szansa uratowania jeszcze kilku działek, a poza tym walczą także o wypłatę odszkodowań.

PZD nie utrudniało i nie utrudnia działkowcom wyłączania się ze Związku, jednak jak pokazuje praktyka, wyłączenie się z ogólnopolskiej organizacji coraz częściej źle kończy się nie dla Związku, ale dla ogrodu i działkowców, którzy za cenę „wolności” w rzeczywistości tracą ogród. Pozbawione prawnego wsparcia i silnego partnera do rozmów stowarzyszenia są de facto łatwym łupem dla planów rozwojowych miast i gmin. Podobna sytuacja miała miejsce niedawno w ogrodzie w Gdyni Witominku-Leśniczówce, gdzie gmina zdecydowała się zlikwidować pozbawiony ochrony PZD ogród pod budowę zbiornika retencyjnego. O tej decyzji jako ostatni dowiedzieli się działkowcy. Artykuł na ten temat przeczytać można w wiosennym numerze Zielonej Rzeczpospolitej.

Źródło: KR PZD

Kategorie: